niedziela, 13 czerwca 2010

Somen najprościej

Czasem mi się nie chce. No dobra - zwykle mi się nie chce, wyjątkami są momenty, kiedy się z niechciejstwa wydobywam i walczę.
I naprawdę cieszę się, że żeby poczuć wyraziste smaki, aromatyczne zapachy i dostarczyć sobie upragnionych węglowodanów nie trzeba stać w kuchni cały dzień. Wystarczy 10 minut.


Składniki:
Razowy japoński makaron Somen (kupuję w Makro takie marki Tokyoto, naprawdę niedrogie, smaczne i jeszcze podzielone na zgrabne porcyjki :)
Olej
Wasabi
Sos sojowy
Czarny sezam

Najprościej: Makaron gotujemy caaaaałe dłuuuugie 3 minuty. Odcedzamy, czekamy chwilę, żeby odciekł i wrzucamy na patelnię z rozgrzanym olejem (najlepiej sezamowym, ale zwykły roślinny też daje radę). Smażymy chwilę, polewamy obficie sosem sojowym z wasabi. Jak już wszystko co płynne nieco odparuję, przekładamy do miseczki i posypujemy czarnym sezamem. I jemy. Tadam :)
Uprzedzam i ostrzegam - słone i ostre. Można dorzucić sobie prażone wodorosty, oliwki, kapary - co kto chce. Ale ja najbardziej wolę bez niczego :)
Itadakimasu!

poniedziałek, 15 marca 2010

C is for cytryna i czosnek też.

Ostatnio dużo bywam na tym blogu - z tej prostej przyczyny, iż uwielbiam ładne fotografie jedzenia, prawdopodobnie odkąd jestem na diecie połowę dziennej porcji kalorii pochłaniam oczami ;) Z samych przepisów korzystam dość rzadko, bo po pierwsze - wspomniana już dieta, na której niewiele wolno, po drugie - przepisy są zwykle z angielskich/amerykańskich stron, a występujące tam składniki czasem ciężko dostać w polskich sklepach (Koszerna sól? Solone masło? Cytryny Meyer?) i niby można próbować zamienników, ale to nie to samo. A po trzecie - poziom skomplikowania samych przepisów często mnie przerasta...

Jednak czasem trafię na jakiś prostą, niewymagającą wiele czasu, wysiłku ni składników recepturę i wypróbowuję ją, kiedy tylko mogę. Dziś był to zapiekany makaron cytrynowy. Zaintrygowało mnie nietypowe połączenie składnikow (czosnek i cytryna?), ale zwykle jeśli smakują mi wszystkie składniki z osobna mi smakują, to ich połączenie też jest niczego sobie. Spróbowałam i wcale się nie zawiodłam! Przepis publikuję u siebie, mając na uwadze iż nie wszyscy odwiedzający są anglojęzyczni, poza tym nieco go zmodyfikowałam. No i sama wolę po polsku :)

Składniki:
- ok. 200g spaghetti ja nie miałam spaghetti, więc zrobiłam penne i też wyszło smaczne
-
Filiżanka 18% śmietanki w moim wypadku serek homogenizowany naturalny - &%*&^*( dieta
-
Jedna mała/średnia cytryna
- Łyżka masła
- Łyżka oliwy
- 2 ząbki czosnku.

Przygotowanie:
Ścieramy skórkę z naszej uprzednio umytej wrzątkiem cytryny przy pomocy tarki o drobnych oczkach - powinna wyjść tej skórki nieduża garstka. Odartą ze skórki i godności cytrynę rozpoławiamy nożem i wyciskamy sok, z soku odrzucamy ze wstrętem pestki. Makaron gotujemy al dente (wszyscy wiedzą, jak to się robi, nie? a jak nie wiedzą niech wrzucą makaron do osolonego wrzątku gotują aż miętki będzie i uległy). W tak zwanym międzyczasie na patelni rozgrzewamy oliwę i masło, rzucamy posiekany/przeciśnięty przez praskę czosnek i smażymy krótką chwilę - tyle, żeby rozszedł się upojny aromat. Zdecydowanym ruchem wlewamy sok z cytryny i nie zważając na syczące protesty towarzystwa mieszamy energicznie drewnianym narzędziem. Zdejmujemy patelnię z ognia na moment, po czym wlewamy śmietanę i ostrooooożnie i powooooli - żeby się nie zważyło - łączymy wszystko naraz mieszając. Jak już zmieszamy w jednolitą masę (strzępki czosnku mogą nagle niepokojąco zsinieć - nie zwracamy na to uwagi) dorzucamy startą cytrynową skórkę i solimy do smaku, a nawet nieco ponad smak - potrawa sama w sobie jest mało słona. Do ceramicznej michy wrzucamy odsączony makaron i mieszamy z powstałym sosem, po czym przykrywamy aluminiową folią i wkładamy na kwadrans do rozgrzanego (ok. 200 stopni) piekarnika, po kwadransie zdejmujemy folię i trzymamy jeszcze z 10 minut, żeby się makaron ładnie z wierzchu zrumienił. Wyjmujemy, posypujemy hojnie parmezanem i posiekaną pietruchą (lub innym ziołem) i jemy czem prędzej, póki ciepłe. Smacznego!

Dwie uwagi - po pierwsze primo, autorka twierdzi, że potrawa smakuje całkiem nieźle nawet bez zapiekania, a wręcz na zimno - co skwapliwie wypróbuję w gorętsze dni, wtedy nie omieszkam sypnąć nawet nieco mięty. Po drugie primo zaś, mój piekarnik należy do gatunku "ja grzeję tylko od dołu, termoobieg jest dla mięczaków, a temperatury pilnuj se sam" więc podane czasy zapiekania pewnie trzeba będzie w Waszym wypadku skrócić.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Pstrąg po pseudojapońsku cośtam cośtam

Pomysł na potrawę powstał w całe 3 minuty - przyszłam do domu, byłam głodna, w zamrażalniku znalazłam niedużego pstrąga. Upiec go w folii? Za długo. No to usmażę. Ups, w lodówce nie ma jajek, żeby go jakoś obtoczyć. Ani w ogóle nic nie ma. Jakiś smętny paprykarz w kąciku, baniaczek sosu sojowego, tubka wasabi, nie ma z czego zrobić obiadu...
...
Zaraz, zaraz...
:)


Składniki:
- Pstrąg odpowiadającej nam wielkości, wypatroszony, umyty. Wrażliwi mogą mu urżnąć głowę, ale lepiej smakuje, jeśli ją zachowa.
- Łyżka oliwy
- Trzy łyżki sosu sojowego
- Dwie łyżki sosu wasabi (chociaż tu ilość zależy od ostrości - mój był średnioostry, jak ktoś ma taki wch*jostry to może wziąć mniej)
- Przyprawy (ja mam Przyprawę Do Ryb I Owoców Morza z serii Fit i jest bardzo dobra, ale można wziąć dowolną ulubioną mieszankę).

Przygotowanie:

W małej miseczce mieszamy sos sojowy, oliwę i szczyptę lub dwie przypraw. Umytego pstrąga lekko osuszamy ręczniczkiem i smarujemy uzyskana mieszanką z obu stron. Napychamy rybkę wasabi wew środku, sypiemy do środka jeszcze nieco przypraw. Smażymy kilka minut z obu stron na patelni - najlepiej grillowej, ale na zwykłej z teflonem też wychodzi.
Tak przygotowany pstrąg przechodzi bardzo przyjemnie wasabi, a sos sojowy sprawia, że raczej nie trzeba go już solić.
Smacznego!

Ps. Zdjęć nie ma, bo potrawa wyszła mi okrutnie niefotogeniczna - nie używam chwilowo oliwy i podczas smażenia nastąpila mała katastrofa :)

środa, 18 listopada 2009

Krew na Śniegu

W życiu każdej Alquany przychodzą takie chwile, kiedy COŚ BY. COŚ BYCIE dotyczy zwykle zjedzenia czegoś słonego, ostrego, treściwego, iżby ciśnienie krwi nieco podnieść i kubeczki smakowe nakarmić. COŚ BYCIE niestety nie wybiera i czasem trafia na momenty, kiedy jest późno/lodówka pusta/gotować się nie chce. I tu przechodzimy do meritum.
Przepis znalazłam kiedyś na blipie, w czeluściach czyjegoś archiwum i w pierwszej chwili wydał mi się...dziwny. Jednak będąc fanką wszystkich składników z osobna, naturalnie zaciekawiło mnie, jak w zasadzie może smakować połączenie. Smakowało BOSKO.
Nazwa wymyślona na poczekaniu, może ktoś ma lepszą?


Składniki:
- pół szklanki kefiru. Ja jestem kefirowym hardkorem i bardzo lubię te marki Robico lub takie sprzedawane w szklanych butelkach - odpowiednio grudziaste, glutowate i kefiraśne. Jednak jeśli ktoś nie lubi takich - dowolna marka da radę.
- pół szklanki soku pomidorowego. Dobry jest każdy, który nie smakuje jak zlewki z pomidorowej, polecam Tymbark.
- łyżka dobrej oliwy z oliwek
- kilka kropel tabasco
- sól, pieprz

Przygotowanie
Cóż mówić - wlewamy jedno w drugie, dodajemy oliwy, doprawiamy tabasco, solą i pieprzem. Niedokładnie mieszamy - parę ruchów łyżką starczy. I tyle.
Smacznego!

poniedziałek, 19 października 2009

Makaron w sosie z sera pleśniowego



Ten przepis jest autorstwa mojej mamy, która lubi ser pleśniowy typu "Lazur". Ja nie lubię, a ta potrawa to jedyna opcja, w którym go zjadam, i to nawet ze smakiem. Ktoś może kojarzyć taki makaron z reklam Lubelli - dementuje jakobym zżynała, nasza wersja była pierwsza :)


Składniki:
- Makaron razowy, najlepiej typu świderki (liczy się, by sos miał się do czego przykleić :)
- Pół kostki serka topionego, jakiego kto lubi
- Pół "klina" sera pleśniowego typu "Lazur" - z niebieską pleśnią
- Trzy łyżki śmietany 18%
- Garść zielonych oliwek
- przyprawy i zioła

Przygotowanie:
Makaron razowy gotuje się długo, więc nastawiamy go wcześniej, żeby się nie okazało, że sos juz gotowy, a z makaronem jesteśmy w ciemnej dupie. Do małego rondelka nakładamy śmietanę, grzejemy chwilę, żeby była ciepła mieszając drewnianym narzędziem. Wrzucamy pokrojony w kawałki serek topiony, mieszamy zawzięcie aż się rozpuści. Następnie dokładamy do tego lazura, mieszamy jeszcze bardziej zawzięcie (mazidło lubi się przypalić w sekundę), dosypujemy przypraw do smaku (dobrze sprawdza się biały pieprz). Zostawiamy sos na mniumnim ogieńku żeby sobie gęstniał, w tym czasie kroimy oliwki w plasterki i odcedzamy makaron. Polewamy razowca sosem, wrzucamy oliwki, posypujemy sproszkowaną prowansją - i smacznego :)

poniedziałek, 21 września 2009

Krabowa zapiekanka

Przepis na zapiekankę powstał przypadkiem, bo byłam głodna, więc użyłam wszystkiego co się walało po lodówce. Zapiekanka okazała się smaczną i weszła do kanonu moich potraw na okazję "mam gości, goście lubią zjeść dobrze i nie przejmują się jak wygląda to, co jest na talerzu". Wbrew pozorom paluszki krabowe nie są drogie i są w supermarketach, kosztują zaś około 3zł za 7-paluszkową paczkę.

Składniki:
Naczynie żaroodporne, raczej z tych głębszych
Pół paczki makaronu (polecam świderki lub kolanka)
5 paluszków krabowych
Pół paczki mrożonego szpinaku / pęczek świeżego
Puszka tuńczyka
Pół puszki kukurydzy konserwowej
Żółty ser
Śmietana 18%
Czosneczek

Przygotowanie:
Nastawiamy makaron wedle przepisu na opakowaniu. W międzyczasie na patelni rozmrażamy i podduszamy szpinak z dodatkiem rozgniecionego czosneczku. Paluszki krabowe kroimy na nieduże kawałki, tuńczyka odsączamy z oleju lub wody, kukurydzę takoż. Wrzucamy wszystko do szpinaku, mieszamy i podgrzewamy nieco. Zdejmujemy z ognia, odczekujemy chwilkę i dodajemy śmietanę (nie lejemy na gorącą patelnię, bo nam się zważy), mieszamy aż do uzyskania satysfakcjonującej nas konsystencji sosu.
Makaron odcedzamy, mieszamy z sosem, przekładamy do naczynia żaroodpornego, posypujemy warstewką tartego sera, przykrywamy i wkładamy do nagrzanego do 180°C piekarnika na 10min. (albo aż nam się ser na wierzchu rozpuści)
Gorące przekładamy na talerze i jemy czemprędzej :)

Taka porcja starczy na dwie b. głodne osoby, w porywach do 4 średniogłodnych . Kiedy robię dla siebie, zwykle połowę zostawiam do odgrzania w piekarniku na dzień następny - nie traci nic ze smaku.

niedziela, 13 września 2009

Pieczony Kartofelek

Jako, że mam chwilę czasu, będzie coś prostego. Przepis zwędziłam Chudej i trochę podrasowałam, bo lubię komplikować sobie proste rzeczy :) Lubię takie ziemniaki jako dodatek do potraw, bo odpada mi obieranie, którego nie znoszę - inna kwestia jednak, że robią się dość długo, więc nastawiam je zanim zacznę główną część obiadu.

Składniki:
Brytfanka/naczynie żaroodporne
1/2 kg pomiernie dużych i pomiernie starych ziemniaczków
Olej
Zioła
Przyprawy

Przygotowanie:
Ziemniaczki myjemy z ziemi i syfu wszelakiego w zlewie, kroimy na nieduże kawałki. Brytfankę smarujemy olejem, wrzucamy do niej kawałki ziemniaków, posypujemy ziołami i przyprawami (ja lubię prowansalskie, dużo czosneczku i nieco papryki, ale można sypać podług gustu i smaku) oraz solą, lejemy po wierzchu jeszcze olejem i miąchamy wszystko, żeby nam się ziemniaczki dokładnie ze wszystkich stron przyprawami i tłuszczem pokryły.
Wkładamy brytfankę do nagrzanego do 200°C piekarnika i trzymamy tam ok. 40 minut. Kiedy ziemniaczki będą już miękkie w środku, można wyjąć i jeść :)

Do ziemniaczków dobrze pasuje sos czosnkowy w najprostszej możliwej postaci - 3 części jogurtu, 1 część majonezu, ząbek czosnku.

Smacznego :)