poniedziałek, 22 lutego 2010

Pstrąg po pseudojapońsku cośtam cośtam

Pomysł na potrawę powstał w całe 3 minuty - przyszłam do domu, byłam głodna, w zamrażalniku znalazłam niedużego pstrąga. Upiec go w folii? Za długo. No to usmażę. Ups, w lodówce nie ma jajek, żeby go jakoś obtoczyć. Ani w ogóle nic nie ma. Jakiś smętny paprykarz w kąciku, baniaczek sosu sojowego, tubka wasabi, nie ma z czego zrobić obiadu...
...
Zaraz, zaraz...
:)


Składniki:
- Pstrąg odpowiadającej nam wielkości, wypatroszony, umyty. Wrażliwi mogą mu urżnąć głowę, ale lepiej smakuje, jeśli ją zachowa.
- Łyżka oliwy
- Trzy łyżki sosu sojowego
- Dwie łyżki sosu wasabi (chociaż tu ilość zależy od ostrości - mój był średnioostry, jak ktoś ma taki wch*jostry to może wziąć mniej)
- Przyprawy (ja mam Przyprawę Do Ryb I Owoców Morza z serii Fit i jest bardzo dobra, ale można wziąć dowolną ulubioną mieszankę).

Przygotowanie:

W małej miseczce mieszamy sos sojowy, oliwę i szczyptę lub dwie przypraw. Umytego pstrąga lekko osuszamy ręczniczkiem i smarujemy uzyskana mieszanką z obu stron. Napychamy rybkę wasabi wew środku, sypiemy do środka jeszcze nieco przypraw. Smażymy kilka minut z obu stron na patelni - najlepiej grillowej, ale na zwykłej z teflonem też wychodzi.
Tak przygotowany pstrąg przechodzi bardzo przyjemnie wasabi, a sos sojowy sprawia, że raczej nie trzeba go już solić.
Smacznego!

Ps. Zdjęć nie ma, bo potrawa wyszła mi okrutnie niefotogeniczna - nie używam chwilowo oliwy i podczas smażenia nastąpila mała katastrofa :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza